dziecko · rodzic

Poskromienie złośnika

Niechaj pierwszy rzuci kamieniem, ten, kto dryfując poprzez przestwory rodzicielstwa nie natknął się chociaż raz na dziecięcy napad złości. Napad o takiej sile rażenia, że zapamiętujesz później do końca swoich dni, że fioletowa gumka do włosów nie jest najlepszym pomysłem. No chyba, że chcesz złamać komuś życie…

Może Cię teraz zdziwię, ale te „wybuchy” są naturalnie wpisane w rozwój każdego dziecka. Bardzo często przypisywane są tzw. „buntom” 2/3/4 latka, a ogólnodostępna literatura aż pęka w szwach w związku z ww. tematem. Jak się jednak okazuje, temat jest dość prosty do przepracowania i z czasem ułatwia radzenie sobie w sytuacjach kryzysowych, a nawet sukcesywnie owe sytuacje likwidować z naszego życia… A więc zaczynajmy.

Żeby pomóc naszemu Szczęściu musimy zacząć od krótkiej chwili refleksji nad genezą jego złości. Zdarza się, że ma ona charakter czysto manipulacyjny – w takiej sytuacji rzecz jest bardzo prosta, gdyż najwłaściwsze jest jej zduszenie w zarodku. Najlepiej poprzez jasny i konkretny komunikat wystosowany w kierunku dziecka (np. „nie zgadzam się na….”). W moim przypadku najczęściej stosowanym stwierdzeniem jest spokojne „wiesz, Twoje zachowanie na mnie w ogóle nie działa/nie przyniesie żadnego skutku”.

Poza delikatnymi próbami zmanipulowania możemy natknąć się też na klasyczny „Wielki Wybuch” czyli taki poziom złości u Naszego dziecka, w którym kompletnie traci ono nad sobą kontrolę. Nie ma wówczas też żadnej, nawet najmniejszej opcji aby nawiązać z nim kontakt. W takim momencie nasza rola zamyka się w jednej, bardzo prostej czynności – mianowicie musimy po prostu „być”. Bądźmy obok po to, żeby pokazać dziecku, że chcesz mu pomóc przejść przez to, co się z nim dzieje, a czego tak naprawdę nie do końca rozumie. Bądź, by zapobiec ewentualnym „ranom wojennym” dziecka (wszak oprócz krzyku i łez częstym towarzyszem złości są różnego rodzaju rzucania się na podłogę, meble czy też uderzenia w pierwsze lepsze przedmioty, które podwiną się pod małe łapki). Przeczekaj ze spokojem kulminacyjny moment napadu po to, by po wszystkim móc dziecko przytulić. Jeżeli faza złośnika aktywuje się gdzieś w miejscu publicznym (sklep/plac zabaw/park) złap swoje Szczęście pod pachę i opuść punkt zapalny. Uwierz mi, że jest to o wiele bardziej skuteczne niż zakupy w dziecięcym, spazmatycznym akompaniamencie, który i tak spowoduje, że zapomnisz 3/4 listy sprawunków. Sama nie raz i nie dwa, tachałam swoje wijąco-krzyczące  kilkanaście kilogramów Słodyczy pod pachą licząc w duchu tylko na jedno – że mój kręgosłup wytrzyma tą walkę (przynajmniej do możliwie bezpiecznej odległości od domu/samochodu). Efekt, pomimo dość dramatycznie wyglądającej z boku sytuacji był – moment wyciszenia przychodził o wiele, wiele szybciej, niż w momencie, kiedy to próbowałam do Potomkini przemówić w miejscu, gdzie owy wybuch nastąpił.

Kiedy wszelkie emocje cięższego kalibru już opadną możemy przejść do bardziej merytorycznej części radzenia sobie – do rozmowy. Oczywiście rozmowy prostej w formie i rzeczowej w treści, w której nazywamy rzeczy po imieniu. To właśnie ten moment „tuż po” daje nam największą szansę na dotarcie do naszego dziecka. Właśnie wtedy możemy najpełniej mu pokazać że rozumiemy to, co przeżywa i niezależnie od tego może na nas liczyć… Na nas i ramiona, w które można się bezpiecznie wtulić i maksymalnie wyciszyć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s